 |

Sjesta, czyli lenistwo w wielkim mieście
"Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce."
Nie wiem, jak Wam, ale mnie się chce leniuchować.
Pojechać na zieloną trawkę. Powdychać zapach rozgrzanego lasu, wilgotnych roślin. Umazać sobie palce jaskółczym zielem. Nawet i oparzyć się pokrzywą. Wypatrzeć żaby w strumieniu, i konwalie na polanie.
Jeść byle co, byle na świeżym powietrzu. Leżeć na kocu, przypalając skórę słońcem, a potem dla ochłody umoczyć nogi w najbliższym zbiorniku wodnym.
Mieć mnóstwo czasu, nikogo nie poganiać i donikąd się nie spieszyć. Nie nastawiać budzika. Zaprosić przyjaciółki na ciasto i chwalić się powstającymi robótkami. Fotografować chmury o dziwnych kształtach.
Ta kolekcja też opowiada historyjkę o leniach i dla leni J. Lenie wybierają się na nieśpieszny spacerek ulicami starej warszawskiej Pragi, smażąc się w popołudniowym słońcu, szurają butami po chodniku. Gapią się na popękane ściany starych kamienic, wypatrują, co tam rośnie w szczelinach murów.
Lenie nie mają czasami ochoty na żadne pokrętne wzory, lubią dziergać z zamkniętymi oczami, albo też przy pogawędce obok grilla na działce.
Ale ponieważ lenie, jak chyba każdy, lubią zgrabnie i elegancko wyglądać, więc dzianina lenia jest dopasowana do figury. Ma podkreślać kobiecość ubranego w nią lenia, i w przypadku leni pracujących (cóż za oksymoron!) nadawać się też jako strój do pracy.
Ponad wszystko, ma powstawać w szybkim tempie, gdyż leń nie będzie czekał całymi tygodniami i miesiącami, żeby wreszcie założyć coś świeżo udzierganego.
Ach, i zapomniałabym dodać: lenie nie lubią zszywania, więc w kolekcji "Sjesta" znajdziecie niewiele szwów.
Justyna A.
|
 |